06.07.2015

Świat widziany z perspektywy hamaka 


Wczoraj po raz pierwszy umyłam samochód i to nie w tym sensie, że pojechałam z nim do myjni, ale nalałam szamponu do miski i dużą gąbką namydlałam, a potem spłukiwałam wodą z węża.
I kurcze sprawiło mi to olbrzymią frajdę, zrozumiałam dlaczego facetów rajcują te obrazki dziewczyn w mokrym podkoszulku z dużą ilością piany szorujących samochód,
I wiecie, co erotyczne w tym obrazku nie są panienki, tylko namydlone auto. 
Serio
Jestem na wsi to i rozrywki mam nieskomplikowane.
 Leżę w hamaku, piję wino z kubka ( tajniaczę się przed matką) i czytam kolorowe gazety oraz jem truskawki i czereśnie. 
Totalnie pierdolnięta sąsiadka wyśpiewuje na cały głos jedno słowo: rozkraczona. 
Nie pytajcie - nie wiem. 
Codziennie śpiewa inne słowo. 
Dzisiaj przyjechała Pani, która opowiedziała mi, że siedem razy miała raka, ale się wyleczyła suplementami.
A dzień zaczyna od kawy i mocnych fajek...
Fajki pali rzeczywiście mocne - widziałam. Sprzedawała te suplementy. 
Żeby nie było - kupiłam. 
Mają mi przebudować całe DNA:))
To ja w sumie nie wiem, co się teraz w tej blogosferze pisze. 
Ja żyję tak. A wy? To miłe, że wciąż tu jesteście.
Zagubiona 

21.11.2013

I znowu się nie dowiedziałam jak żyć

Faceci kupują czerwony, sportowe samochody, a kobiety ratują Matkę Ziemię lub pielęgnują własną duchowość. Lub wstrzykują botox.
Tak wygląda życie po czterdziestce według mnie.
Więc ja jestem tym przypadkiem z duchowością. No i trochę z botoxem - bądźmy szczerzy.
Są to zainteresowania czysto teoretyczne ( nie w przypadku botoxu), bo raczej czytam niż uprawiam. Ale jak zwykle mam refleksję.
Przeczytałam dzieło Mary Paterson "Mnisi i ja" na wakacjach, w okolicznościach plaży, wina i ogólnej beztroski.

Kanadyjka, joginka i osierocona przez rodziców córka jedzie odnaleźć siebie do klasztoru buddyjskiego we Francji odnaleźć siebie. Klasztor jest prowadzony przez słynnego wietnamskiego mnicha Thích Nhất Hạnh i znajduje w urokliwej miejscowości we Francji.
Fajne w tej książce jest to, że autorka się przyznaje do słabości. Niektórzy pielgrzymi ją wkurzają, ucieka na wagary, zdarza się że coś budzi jej wściekłość etc
Ja z całych sił od dawna próbuję się dowiedzieć co robić z ludźmi pełnymi złości, ciemności i w ogóle złej woli. Jak im się nie dać wciągnąć w ich bajkę? Do czego niestety mam silne tendencje.
Ideałem jest dostrzec w nich to okruch dobra i zrozumieć, że wszyscy jesteśmy tacy sami. Obudzić w sobie miłość do nich, ale powiedzmy sobie na teraz to jest poza moim zasięgiem. 
Mary Paterson też nie radzi sobie z tym zbyt dobrze i w końcu postanawia ich unikać. 
No to jest jakieś rozwiązanie - nie zawsze możliwe. 
Natomiast to, co budzi we mnie wątpliwości to jej absolutna bezkrytyczność wobec przekazu.
Mniszki są święte, pełne ciepła i miłości. 
Mnisi mądrzy i konsekwentni.
Guru najmądrzejszy na świecie, pełen współczucia dla świata itd, itp
Swoją drogą dlaczego tylko mniszki zamiatają podłogę? 
No nic. 
Ja mam problem z ludźmi, sprawami i zjawiskami, które są bez wad. 
Po prostu w to nie wierzę i jak ktoś o nic nie pisze to albo mnie okłamuje, albo czegoś nie widzi, ergo jest głupi. 
Dlaczego więc skończyłam tę książkę, a teraz o niej piszę?
Bo fajnie poczytać o idealnej wyspie, gdzie przyjechali ludzie dobrej woli, w poszukiwaniu siebie i próbujący się otworzyć na siebie.
Nawet przez chwilę się zastanawiałam, czy też nie pojechać się pootwierać, ale trochę cena mnie zabiła.
Duchowość nie jest tania:)

14.11.2013

Pozory są zabawne

Ostatnio lecieliśmy do Malagi z lotniska w Berlinie, tanimi liniami of korse, bo po co przepłacać.
I kiedy ściśnięci czekaliśmy, aż nas wpuszczą na pokład obserwowaliśmy pewną parę.
Byli starsi, ubrani nawet nie biednie, tylko tak na maksa nijako.
Szaro buro, wyczłapane buty. Mogli bez problemu siedzieć na kartonach w charakterze bezdomnych.
Ale równie dobrze mogli robić tygodniowe zakupy w Biedronce.
 Pani miała w ręku reklamówkę, a pan jaką wyniszczony płócienny plecak.
Stali i patrzyli na płytę lotnisko, nieruchomi, bez słowa.
Byli nijacy i groźni w jakiś sposób. Zaczęliśmy się wygłupiać, że pewnie w reklamówce jest bomba a oni są światowej sławy terrorystami.
Nawet jeśli byli - nasz low costowy samolot nie był ich celem, bo do Malagi dolecieliśmy.
Nad tym,  czy Was dręczyć jak się leży na plaży w listopadzie, jeszcze się zastanowię:)
W każdym razie wracaliśmy tydzień później. Wylądowaliśmy w zimnym, ciemnym,  deszczowym Berlinie i zaprawdę nie było to dobre.
Czekamy na parkingu na pana, który nas miał odebrać, by zawieźć na parking na którym zostawiliśmy swoje auto, gdy okazało się, że para czeka z nami.
Wyglądali identycznie, nawet reklamówka była taka sama.
Do busika wszedł jeszcze wymuskany pan w prochowcu, z błyszczącą skórzaną teczką, ogólnie z siebie zadowolony.
Para bez widocznych zmian: milczący, nieobecni i jakoś wewnętrznie wkurwieni.
No cóż dalej się pewnie domyślacie.
Pan wymuskany wsiadł do Renault Clio, a bezdomna para do megawypasionego mercedesa.


21.07.2013

bez ładu

Miałam gości. Przez trzy tygodnie.
I powiedzmy sobie to otwarcie, nawet na dużej przestrzeni, nawet ludzie, których uwielbiamy i którzy są mało kłopotliwi,
zaczynają lekko DRAŻNIĆ.
Powiedziałabym, że to atawizm, ale przecież kiedyś, w tych jaskiniach, wszyscy byli na kupie i jakoś dawali radę.
Więc atawizm - nie.
Pewnie jestem po prostu niegościnna:)

Ale w związku z wizytą mam refleksję.
Goście byli zza granicy, zza dalekiej granicy i byli niezwykle życzliwi światu.
Ale tak szczerze, z serca, nie przez zaciśnięte zęby.
Po prostu taką mieli konstrukcję: raczej widzieli to, co dobre, niż to co złe.
Trochę mi przypominali famy .
Famy jak wiadomo, specjalnie  mądre nie były, a moi gości i owszem.
Mądrzy i dobrzy.
Zawsze myślałam, że to się wyklucza, że jak człowiek jest przenikliwy to musi z czasem stać się cyniczny.
I bezgraniczna ufność w ludzi kojarzyła się mi się raczej z lekkim ograniczeniem umysłowym.
 Może to jest ten kolejny etap, po cynizmie, wraca nadzieja.
Ale nadzieje, też nie były specjalnie inteligentne:(

Dalej jestem zmęczona, co widać po powyższej notce.
A wakacje daleko na horyzoncie.
I w związku z wakacjami pytanie mam:
Czy jest sens jechać do Hiszpanii w listopadzie?
Raczej interesuje mnie gapienie się na ludzi, dobre jedzenie i wino niż plaża.
Ale nie chcę, żeby było zimno.







23.06.2013

Życie chwilowo mnie przerasta

Najchętniej poświęciłabym się smażeniu konfitur i nastawianiu nalewek, leżała na trawie i gapiła się w niebo.
Naprawdę nie do końca rozumiem ludzi, którzy żyją pracą.
Co prawda też żyję robotą, ale z dużą niechęcią.
Lipy pachną, owady brzęczą, słońce rozleniwia.
Czynności zarobkowe wzbudzają we mnie odrazę.
 Na szczęście od jutra zacznie padać, więc powrót do kompa, da się jakoś wytrzymać.
Pojechaliśmy na wycieczkę, ale po 10 kilometrach, złapałam gumę, w krainie nigdzie, nigdzie.
Więc wycieczka zrobiła się piesza:)
I w to sielskie, niedzielne popołudnie, na wiejskich drogach, w tych zapachach, słońcu i brzęczeniu udało mi się wkurwić rowerzystę, któremu nie dość szybko usunęłam się z drogi z moim zepsutym rowerem.
I po co taki ktoś wyjeżdżał w plener, przecież w mieście był marsz w obronie TV Trwam?
Zaprawdę ludzkości kochać się nie da.

19.06.2013

Szlachetna sztuka rezygnacji

Odkąd wystawiam ludziom faktury, moja tolerancja na ludzką głupotę znacznie wzrosła.
Faktury bardzo pomagają w osiągnięciu stanu Zen.
Ale zamierzam zrezygnować z bardzo dobrego klienta. To znaczy, gdyby on był taki dobry - to bym oczywiście nie rezygnowała.
Płaci w terminie w każdym razie.
Okazało się jednak, że to nie wystarczy. Okazało się, że moja tolerancja na ludzką głupotę ma jednak granice.
No i trochę mam zgryza. Może to oznacza niedojrzałość?
A może wręcz przeciwnie?
Sama nie wiem.
I nie mam PMS-a zaznaczam.
Tylko taką niechęć.
Gorąco, mam za dużo roboty i nie bardzo mam ochotę pracować z kretynami.



12.06.2013

Amsterdamska stylówka


                                                                                 
 Bardzo było fajnie w Amsterdamie. 
Ale nie spróbowałam śledzi  i trochę mnie to gnębi. Już kolejna osoba opowiada mi o tych cholernych śledziach.
Rozcięłam sobie dziś palec, krojąc botwinkę i piszę jedną ręką - więc oszczędzona Wam będzie dokładna relacja.
Chcę tylko zaznaczyć, że nie byłam w żadnym muzeum, a najlepiej nam wychodziło picie piwa nad kanałkiem, ale jak powiedziała nam jedna pani, nie jest to dobrze widziane. 
W mieście gdzie zapach marychy unosi się nawet w supermarkecie udało mi się załapać  jak zwykle na bycie źle widzianą. 
Mała rzecz a cieszy:)










05.06.2013

Próbuję obgadać sąsiadów, ale brakuje mi energii

SPT przeżywa kryzys twórczy i to źle wróży blogosferze:P
I ja ją rozumiem, bo też się gryzę w język, bo jeszcze ktoś się domyśli, że to o nim napisałam "ten durny cep".
A potem przypomniałam sobie,  co mi się podobało najbardziej w dawnych blogach SPT.
To, że w dupie to miała co inni myślą. Waliła z grubej rury.
I na cześć SPT i starych dobrych czasów napiszę o moich sąsiadach.
I pierdolę, czy przeczytają.
Moi sąsiedzi mają trzypokojowe mieszkanie.
Przez dwa lata żyli w jednym pokoju, najmniejszym, bo w dwóch pozostałych była tylko wylewka.
Nie wiem, czy nie mieli pieniędzy na podłogę, czy wylewka musiała PORZĄDNIE wyschnąć.
Z dwóch trzecich mieszkania nie korzystali.
Teraz kupili sobie wypasione dwa samochody.
Choć na książki, płyty ich nie stać, a jedzenie kupują śmieciowe w Lidlu.
Natomiast stało się tak, że ktoś im przejechał po tych autach gwoździem i przysięgam, to nie byłam ja:)
I dramat jest straszny, śledztwo na całą ulicę.
I przedtem mnie wkurzali, ale teraz zaczęłam im współczuć.
W jakim oni żyją strasznym więzieniu.
 Jak muszą stać w oknie i pilnować tych aut.
I co tydzień jeździć do myjni, żeby zawsze lśniły.
I gnieździć się w najmniejszym pokoju, żeby ...
No nie wiem dlaczego się gnieździli...
I nie mieć kasy na książkę i dobry obiad w knajpie.
Panie premierze jak żyć??



24.05.2013

A Pan jest głupim ...

Są tacy panowie. Chciałam napisać, że zazwyczaj są białymi hetero po pięćdziesiątce, ale pewnie sami się domyśliliście.
 Chodzi mi o panów, którzy mówią:
"Ale czemu Pani się tak denerwuje?"
Mówisz takiemu:
- Nie, patronat Gościa Niedzielnego to nie jest dobry pomysł.
A on na to:
- Bardzo Pani drażliwa dzisiaj.
Stoisz ze sprzedawcą w sklepie i omawiasz zalety i wady różnych aparatów.
A tu podchodzi facet i zaczyna mówić do sprzedawcy, że on " ma tylko jedno pytanie".
Więc mówię mu - naprawdę grzecznie:
- Proszę Pana, poczeka Pan z tym pytaniem, aż ja skończę rozmawiać.
I co słyszę?
- Ale Pani nerwowa.
I może kiedyś łapałam się na to, ale już się nauczyłam i mam w dupie. Więc nie reaguję i wracam do rozmowy ze sprzedawcą.
I właśnie dzięki temu, że zachowałam spokój, zostałam właścicielką Nokii za stówkę, która uwaga nie ma ekranu dotykowego, ale za to trzyma baterię przez tydzień.
Spokojnie dalej jestem gadżeciarą, która zamieni swojego ajfona na nowszy model, jak to tylko będzie możliwe.
Ale kurcze wiecie, jak to fajnie mieć Nokię, która jest taka starodawna:))
Bo trzeba smsa pisać klawiszami!

19.05.2013

Można czekać, aż ktoś Cię przytuli, albo się samemu przytulić

Ostatnio, nie wiem z jakiego powodu -  może maj - odbywam głównie rozmowy o związkach.
I w tych rozmowach  nie najmłodsze - umówmy się panie - zastanawiają się nad tym, co faceci o nich myślą, albo czują, albo robią.
Rękę sobie dam uciąć, że faceci się  w tym czasie nad niczym nie zastanawiają.
Dziewczynki uczy się przede wszystkim czekać, aż ktoś zrobi pierwszy ruch.
Obserwować.
Przyczajać.
Czuć.

Może nie uczy, może TO rozpylają Obcy, razem z tymi kaloriami, które powodują, że tyjemy od niczego.
Nieważne.
Ważne, że tracimy eony czasu zastanawiając się nad tym, na co nie mamy kompletnie żadnego wpływu.
PS. Good News
Kumpelka od kukułek jest dosłownie milimetr od bzyknięcia.