07.08.2012

Więcej botoksu

Na początku będzie chaotycznie, ale potem okaże się, że powiastka ma sens.
Albo i nie.
Przez całe dzieciństwo i młodość mieszkałam za miastem, potem przeprowadziliśmy się na wieś,  do domu który stał gdzie?
Za wsią.
Ostatnio ściągnęłam sobie płytę Grechuty (Wiem, że nie są to typowe power songi dla biegaczy)  i zapodałam dzisiaj do biegania.
I natrafiłam na taką strasznie starą piosenkę "Twoja postać".
Tam jest taki frament: Nie bój się, nie idziesz sam, idą wraz z Tobą wszystkie drzewa etc.
I wzruszyłam się ponieważ śpiewałam na głos tę piosenkę jako nastolatka, idąc aleją czereśniową do domu, nocą.
Śpiewałam na głos, by sobie dodać odwagi, a poza tym kochałam tę piosenkę.
A potem mnie tknęło.
Dlaczego rodzice pozwalali mi wracać nocą do domu, 3 kilometry, wiejską drogą, w ciemności?
Dlaczego mój kochający ojciec po mnie nie przyjeżdżał?
Czyżby byli nieczuli, nie bali się o swoją jedyną córkę?
Może i by się bali, ale nie wiedzieli, że wracam do domu przez noc, bo nie było telefonów komórkowych, więcej stacjonarnego też nie mieliśmy - uświadomiłam sobie. Bo mało kto miał.
Więc nie miałam jak zawiadomić rodziców, że wrócę później.
Ale nie wyglądali na przerażonych jak się pojawiałam w drzwiach.
Jak ludzie wtedy żyli?
Przecież takie dziecko mogło się zawieruszyć nawet na cały dzień i nie wiadomo  było  co się  z nim dzieje.
A przecież nie zawiadamiano masowo o zaginięciach.
 I poczułam się okrutnie stara.
A  później okazało się , że nikt się nie bał dracen, a przecież wiadomo, że w dracenach mogły być jaja skorpiona, które się czasem wykluwały i w nocy kąsały na śmierć domowników.
Bo później już nie importowali tych dracen z jajami.
Więc wiecie.
Nie jest dobrze.

23 komentarze:

  1. Nie jest dobrze. Poza tym technika za mocno się rozwinęła.
    Przypomniałaś mi jak nad jezioro na pieszo chodziliśmy całą grupa, bo nie każdy rower miał. I jak się wieczorem późnym wracało i też nikt sie nie martwił a po 11-13 lat mieliśmy. I nie mam pojęcia dlaczego, ale śpiewaliśmy "Szklaną pogodę" i jakoś mnie ta piosenka wtedy przerażała!
    Pru a jak z naszym występem w triathlonie? Myślisz Ty coś na ten temat?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, myślę, ale się boję.
      Biorąc po uwagę, że moim power songi to medytacje tybetańskie i Marek Grechuta to może najpierw mały maratonik?
      Szklaną pogodę też śpiewałam, fałszowałam jeszcze gorzej niż przyy Grechucie:D

      Usuń
    2. Półmaraton to mogłabym przemyśleć ale maraton to nie. To nie moja liga. Na samą myśl słabo mi.
      Ja spróbuję z triathlonem. Rower wdrożyłam, basen od września. 10 miesięcy na przygotowanie. Nawet buty znalazłam -chyba- dla siebie na asfalt(nie znoszę biegać po asfalcie).

      Usuń
    3. Aga dlaczego Ty uważasz, że trhiatlon jest łatwiejszy niż malutki maratonik - to Bóg jeden wie
      Ja mogę wziąć udział w takim thriatlonie, który się składa z truchtania, jogi i picia wina.
      Przy zdecydowanie najlpeiej wychodzi mi to ostatnie:)

      Usuń
    4. Dobra, picie wina rozumiem.
      Ja uważam, że triathlon jest łatwiejszy ponieważ cały czas mam na myśli sprint. Poza tym, jest ciekawszy moim zdaniem. Uważam, że temat wyczerpałam ta ospowiedzią, proszę Pani:-)
      szczerze mówiąc ja nie rozumiem zamiłowania do jogi. Próbowałam i ona mnie strasznie wkurwia:-)))

      Usuń
    5. Mnie też na pcozątku wkurwiała, ale dosłownie. Przychodziłam z zajęć i usiłowałam pobić kogoś z rodziny, by rozładować ten wkurw.
      W triatlonie jest pływanie - i to jest jego najsłabszy punkt:)

      Usuń
    6. Ja triatlon mogłabym zrobić taki: rower, kajak i picie wina.

      Usuń
    7. Och, w pierwszym odruchu to ja miałam ochotę przyłożyć pani prowadzącej, w drugim panu grającemu na bębnie.
      Słuchajcie, zróbmy może odrebną kategiorię sportową bo widze, że jeden punkt wspólny mamy: picie wina w przyjemnych okolicznościach natury:-)

      Usuń
    8. To jest BARDZO DOBRY pomysł.

      Usuń
    9. Mogę z wami? Ja trenuję rower stacjonarny, picie wina i pieprzenie o dupie maryni. Naszą wspólną osią niech będzie picie wina. Nawet, jak bym chciała przestać to nie mogę; mąż skosił trawę sąsiadowi, dostał flaszkę wina,podwiozłam kogoś do miasta- dostałam flaszkę wina. Zwykłe czekoladki są już passé czy jak?
      Jeszcze mogę zaganianie owiec z moim psem pastuchem. Uniwersalna jestem, zabierzcie mnie!

      Usuń
    10. ja też dostaję alkohol "w dowód wdzięczności". Widocznie się rozeszło , że lubię:)

      Usuń
    11. @Casablanca pieprzenie o dupie maryni to jedna z moich ulubionych konkurencji. WCHODZĘ w to
      Może utwórzmy jakiś nowy triatlon - bliższy życiu:
      wino, pieprzenie i sprint po wyprzedażach

      Usuń
    12. ustalmy szczegóły: pieprzenie w sensie o dupie maryni?;P
      zgłaszam swoją osobę do członkowstwa w klubie.

      Usuń
  2. Mam tak samo, jak mozna było życ bez komórki, bez ciągłej wiedzy kto, gdzie jest. Ale właśnie dlatego, że ja bawiłam sie na dzikiej plaży 3 km od domu a moja mama nie wiedziała gdzie jestem, nigdy nie pozwoliłam na to moim synom.
    Poza tym pamiętam strach matki, gdy czekała u sasiadki (bo my nie mielismy telefonu) na telefon od ojca, z morza, a czekała dwie doby, żeby dowiedzieć się o jego zdrowie...
    straszne
    to już wolę nasze uwiazanie teraz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć Beata:))
      Ja to wszystko wiem, ale mam wrażenie, że ludzie wtedy się mniej bali.
      Ale może mi się tylko tak wydaje, może tylko ja się wtedy nie bałam.
      Może to tylko matki się boją

      Usuń
  3. Moja się zaczęła bać o mnie jak się wyprowadziłam z domu, bo wtedy narobiłam głupot. Wyszłam za mąż, rozwiodłam się i takie tam. Rozumiecie. W związku z tym moja matka postanowiła mnie pilnować. Jak miałam 31 lat i wyszłam na imprezę, to zgłosiła na policji "zaginięcie dziecka". Całe szczęście, że to małe miasteczko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To była kara za ten rozwód - moim zdaniem:)

      Usuń
    2. Za rozwód i za ślub (bo muszę przyznać mojej matce, że nigdy nie lubiła mojego ex)

      Usuń
  4. Moja babcia była bardziej przewrażliwiona, niż matka, a mimo wszystko szwendałam się wieczorami. Nie było mowy o odwożeniu czy przywożeniu ze szkoły. Świat był bezpieczniejszy? Spokojniejszy?
    Nie licząc dracen, bo też słyszałam:)))
    Czy nie było TVN24 i nakręcania złych newsów przez całą dobę? Wypadki, masakry, dramaty, morderstwa, kataklizmy, bomby- teraz tego codziennie słuchamy przy śniadaniu. A wieczorem Dowody Zbrodni, NCIS, CSI, i co tam jeszcze. Jak uwierzyć,że świat nie jest taki zły?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam bladego pojęcia, czy było bezpieczniej. Wiem, natomiast, że mniej się bałam, pewnie dlatego, że mniej wiedziałam.
      Łaziłam po nocy, łaziłam po lesie sama.
      Teraz się boję

      Usuń
  5. Świat nie był bezpieczniejszy tylko gorzej poinformowany. Z mojej wsi z dzieciństwa pamiętam co najmniej cztery wypadki śmiertelne wśród moich rówieśników. W pokoleniu mojej córki "zaledwie" jeden.

    OdpowiedzUsuń
  6. Mi to niedoinformowanie dobrze robiło ( zbiorowe rzucanie kamieniami w przejeżdżające pociągi radzieckie. Do tego uważam że to właśnie picie wody z kałuży uodporniło mnie na większość chorób i np. w ciąży nie miałam problemu z toksoplazmozą, uodpornienie pełne.
    A tak na prawdę to teraz staram się nie oglądać żadnych wiadomości i unikać takich wiadomości również z gazet, psują mi humor i życie. Bez nich jest mi lepiej, chcę być niedoinformowana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. rzucanie kamieniami w pociągi radzieckie, kiedyś to były rozrywki
      dzisiajesz młodzież nic nie wie o dobrej zabawie:D

      Usuń