19.09.2012

Malinowo i trochę do dupy

Maliny dają mi poczucie bezpieczeństwa.
Wielkiego sensu w tym nie ma, bo niby dlaczego nie śliwki, albo brzoskwinie.
Ja mam tak z malinami. I jeszcze z sernikiem, ale to już inna historia.
W każdym razie z przyjaciółką Renatą wybrałyśmy się na wieś po maliny. Wyprawa była zaplanowana dwa tygodnie wcześniej, logistycznie opracowana w najdrobniejszych detalach. Maliny ekologiczne zamówione.
- Ale dlaczego ekologiczne - zapytała koleżanka Magda.
W sumie nie wiem dlaczego, ale jak coś rośnie w tak pięknym miejscu, jak te rosły, to chyba nie może być inaczej?
Zakupiłyśmy maliny.

-  Wyraźnie przeżywasz załamanie nerwowe - powiedziało moje dziecko.
Teraz maliny wyglądają tak.
Te duże słoje składają się z malin i alkoholu.
Zima mi niestraszna.
Tylko trochę smutno.



4 komentarze:

  1. Rozumiem to więcej niż doskonale. Gdybym codziennie nie mogła sobie pozrywać chociaż kilku malinek z krzaka to moje poczucie bezpieczeństwa padłoby na pysk. Co zresztą niedługo nastąpi, bo w tym roku nie dało rady przygotować soków malinowych na zimę aaaa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakby co, to wiesz, ja mam tak raczej dla całego pułku
      Jakbyś już była na wielkim głodzie - to zamelduj
      Coś poradzimy

      Usuń
    2. Dziękuję za szczodrą propozycję z której wspaniałomyślnie postaram się nie skorzystać - bo co tam pułk, imię moje Legion jeśli chodzi o TE potrzeby ;)

      Usuń
    3. Tak serio, najbardziej się cieszę z tego, że naprodukowałam tego tyle, że mogę się dzielić 
      Bo normalnie to bym skąpiła

      Usuń