15.06.2012

No i jak tu nie jechać

Im więcej czytam książek o Indiach, tym mniej rozumiem, dlaczego ludzie tak bardzo chcą tam jechać.  
A że do tej pory nie byłam, muszę rozstrzygnąć ten problem, tylko na podstawie lektur. 

Po przeczytaniu "Lalek w ogniu" Pauliny Wilk, już właściwie zrezygnowałam. Wiedziałam, że nic mnie tam dobrego nie spotka. Porażająca bieda, brzydota, brak moralności, lub przeciwnie jej nadmiar...  
Żeby było jasne - to jest bardzo dobra książka. Jeśli chcecie poznać prawdę o tym kraju - trudno o lepszą. Wilk zagląda ludziom do kuchni, łóżek, codziennych gazet,  nawet do toalet. 
Mocny rozdział poświęcony defekacji, ostatecznie mnie zniechęcił. To było naprawdę świetnie napisane i w mój mózg się wrył pogląd, że w Indiach trzeba bardzo uważać, żeby nie wdepnąć. 
Jestem raczej prosta i nie dlatego chcę pojechać daleko, by przez cały czas patrzeć w ziemię
Szukam pięknych widoków, życzliwych ludzi i dobrej kuchni. 
Na szczęście życzliwa dusza obdarowała minie książką  Both'a "Jedz, módl się, jedz"  



"Rozczarowany życiem, nękany dojmującym poczuciem śmiertelności, niezdolny do skupienia się i najczęściej na lekkim rauszu Michael Booth" czytam na okładce. To przecież  o mnie!!! 
Gdzieś w Londynie jest moje alter ego. Wiedziałam, że nic nie powstrzyma mnie od przeczytania tej książki. 
Booth jedzie z rodziną do Indii, bo każe mu żona, która wyobraża sobie tę podróż raczej jako poszukiwania duchowe.  Ale Michael, wierny sobie krytyk kulinarny, wędruje od knajpy do knajpy, nieustannie w zachwycie nad hinduską sztuką kulinarną. 
Cytuje historyczkę, autorkę dzieła "Curry: opowieść o kucharzach i zdobywcach" i opisuje rodzaje marynat do baraniny, je na ulicy i w najlepszych hotelach.
Bieda jest, gdzieś w tle, niezauważalna.
 I na końcu, co można było przewidzieć, daje się namówić do tego no... duchowego przebudzenia. 
Przypuszczam, że książka Wilk jest prawdziwsza, ale jak już wyznałam jestem prosta.
I wolę bajki, niż najlepszą relację.
A także zapach czosnku, kurkumy, kolendry i chili podsmażanych na ghee, niż fekalii. 


  

7 komentarzy:

  1. Drugą książkę przywiozłam niedawno z Pl, ale jeszcze musi grzecznie poczekać na swoją kolejkę- przed nią trzy Makłowicze. Chociaż bardzo lubię indyjską kuchnię, mam identyczny dylemat: jechać, nie jechać..? Zafascynuje czy zniechęci..?

    OdpowiedzUsuń
  2. Hmm chyba trzeba sprawdzić osobiście - inaczej się nie da:)

    OdpowiedzUsuń
  3. zanim pojedziesz przyjdz na kawe wreszcie, mieszkam teraz tam, gdzie mialam pracownie, 3/1
    :)
    od poniedziałku pracuje glownie w domu wiec zapraszam w roznych godzinach- jak Ci odpowiada

    M

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie czytałam "Lalek w ogniu" i nie zamierzałam. Ale skoro Ty napisałaś , że dobra, to już muszę. Jak wiesz, bardzo bym chciała zobaczyć Indie. Zobaczyć i ocenić po swojemu. Na moim ulubionym forum książka pani Wilk jest wzięta pod buty i zdeptana bez litości. Recenzje ma mniej więcej w takim stylu: "Problem tkwi w tym, że pani Wilk nie pisze o Indiach, ale o swoim wyobrażeniu Indii przefiltrowanym przez grube warstwy rasowych i kulturowych uprzedzeń, zagęszczonym potężną dawką konsekwentnie pielęgnowanej ignorancji, a do tego ubarwionym jej własną megalomanią i przekonaniem o słuszności projektowania jednostkowych obserwacji na całe społeczeństwo. "Lalki w ogniu" nie są tak naprawdę książką o Indiach, ale książką o pani Wilk, choć teoretycznie narratorka jest w tej opowieści niewidoczna.
    To(...) rasistowski bełkot egzaltowanej pensjonarki".

    No i teraz muszę przeczytać, żeby sobie wyrobić zdanie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie czytałam "Lalek w ogniu" i nie zamierzałam. Ale skoro Ty napisałaś , że dobra, to już muszę. Jak wiesz, bardzo bym chciała zobaczyć Indie. Zobaczyć i ocenić po swojemu. Na moim ulubionym forum książka pani Wilk jest wzięta pod buty i zdeptana bez litości. Recenzje ma mniej więcej w takim stylu: "Problem tkwi w tym, że pani Wilk nie pisze o Indiach, ale o swoim wyobrażeniu Indii przefiltrowanym przez grube warstwy rasowych i kulturowych uprzedzeń, zagęszczonym potężną dawką konsekwentnie pielęgnowanej ignorancji, a do tego ubarwionym jej własną megalomanią i przekonaniem o słuszności projektowania jednostkowych obserwacji na całe społeczeństwo. "Lalki w ogniu" nie są tak naprawdę książką o Indiach, ale książką o pani Wilk, choć teoretycznie narratorka jest w tej opowieści niewidoczna.
    To(...) rasistowski bełkot egzaltowanej pensjonarki".

    No i teraz muszę przeczytać, żeby sobie wyrobić zdanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak już przeczytasz to koniecznie napisz - jestem ciekawa bardzo Twojego zdania:)
      Ale od razu Ci mówię że uprzedzeń rasowych to tam nie ma ani trochę:)

      Usuń