23.07.2012

zaskakujące połączenia są najlepsze

Jestem sobą rozczarowana. Kupiłam gumki do włosów Nike.
Oczywiście przepłaciłam i oczywiście okazały się dokładnie takie same, jak te no name.
Naprawdę tyle lektur, przekonań, a wystarczy chwila nieuważności i marketing zwycięża.
A w dodatku człowiek w tym robi.
Załamka


18.07.2012

Dla K




Właściwie nie przyznaję się, że czytam "takie rzeczy". Zwłaszcza, gdy patrzę na stosik przy moim łóżku, który osiągnął wzrost dobrze wykarmionego kilkulatka, a znajdują się w nim znacznie wartościowsze lektury.
W sumie jak się dobrze przyjrzeć, wartościowe książki najdłużej czekają na swoją kolejkę do przeczytania. Te lekkie schodzą szybciej.
 No ale życie jest wystarczająco ciężkie, no nie?
Wracają do Sissona przypomniał mi się, ponieważ odbyłam długą rozmowę z moją koleżankę, która ostro zapieprza, a jak mi właśnie wyznała, nawet specjalnie jej dobrze za to nie płacą.
A ja naprawdę jestem w stanie ocenić, jak ciężko pracuje.
K jest w stanie kłócić się o pieniądze dla swojej firmy, ale nie dla siebie.
Znajome prawda?
Książkę czytałam jakiś czas temu i pamiętam, że zatrzymałam się na fragmencie, który mówi o tym, że podświadomie myślimy, że pieniądze są brudne i że to zło.
Potraficie głośno, z otwartą piersią i mocnym głosem powiedzieć:
"Chcę pieniędzy".
Mało kto potrafi, bo pieniążki to nie jest rzecz dobra i wartościowa.
Nawet słowa którymi je określamy są albo deprecjonujące, albo dystansujące: szmal, kasa, mamona, kapucha, czy pieniążki.
Nic ważnego i dobrego nie ma w tych słowach.
Wiem to na pewno, bo kombinuję jak dostać jak najmniej pieniędzy za swoją pracę.
Ale dzisiaj nów.
Dobry czas, by rozpocząć nowe życie.
Odchudzać się.
A może zacząć myśleć o pieniądzach z sympatią i szacunkiem.

Twoje prawo do bogactwa
Colin P. Sisson

13.07.2012

Zieloni śpią nago - Vanessa Farquharson



Nie będę się nabijać
Naprawdę nie będę. 
Napiszę to rzetelnie i ponuro. 
To nie to, że uważam, że ekologia nie ma sensu. Wręcz przeciwnie. 
Uważam tylko, że te wszystkie działania około ekologiczne służą raczej dobremu samopoczuciu jednostki, niż zbawieniu świata. 
Wierzę w rozwiązania systemowe, a nie w to, że wiele tysięcy szlachetnych hipsterów przestanie spłukiwać mocz, albo regularnie czesać kota, czy zbierać gumki recepturki.
Poza tym sorry, ale w pachnącej moczem łazience, jestem natychmiast wkurwiona. Wychodzę taka wkurwiona na ulice i czynię zło.
Światowa suma szczęścia natychmiast spada.
Czy to jest ekologiczne? 
Oczywiście, że nie.  
Ekologia jest za to świetnym terenem lansu i posiadania nie uzasadnionego poczucia wyższości - co moim zdaniem jest głównym powodem jej popularności. 
A jeśli chodzi o Vanessę  Farquharson, autorkę "Zieloni śpią nago", kanadyjską dziennikarką to postanowiła przez rok żyć ekologicznie, po czym napisała o tym książkę. 
To w ogóle jest bardzo modne przez rok żyć innym życiem. Inna dziennikarka, przez rok zajmowała się byciem szczęśliwą , a pewna blogerka  przez rok usiłowała zapchać sobie żyły cholesterolem,  gotując codziennie potrawę z przepisu Julii Child. 
Dzielna Vanessa postanowiła być eko, co wykonała z wdziękiem, lekko i   inteligentnie. Bo to naprawdę całkiem dobrze napisana książka. 
A na końcu autorka, oczywiście znajduje miłość. Ale zanim znajdzie, 
 na każdy dzień ma jedno, małe lub większe ekologiczne wyzwanie.
I tu już mam problem.
 O ile rozumiem dlaczego należy kupować kukurydziany, biodegradowalny żwirek dla kota, 
odżywkę do włosów bez parabenów, 
pić tylko lokalne, organiczne piwo
i bywać w przyjaznym dla środowisku SPA.
To
proszę mi wytłumaczyć dlaczego ekologicznie jest:
po każdym praniu do bębna suszarki wrzucać antystatyczne, wolne od chemii wkłady wielokrotnego użytku ( w ogóle nie wiem, co to jest),
kupować wegańską nić dentystyczną ( gdzie?), 
zrezygnować z palenia dla towarzystwa ( samemu jest ekologicznie?)
regularnie czesać kota, by zapobiec tworzeniu się bezoarów i złuszczaniu skóry.
i wiele innych.
O ile podejmę jakieś wyzwanie będzie dotyczyło, spania, czytania i picia wina.
Przez cały rok, codziennie: wino i spanie.
To ma sens, no nie?

 Zieloni śpią nago
Vanessa  Farquharson
Świat Książki




08.07.2012

wakacje, wakacje

Kto w czasie wakacji czyta ambitne lektury?
Nie ja.
Czytam jak zwykle, skandynawskie kryminały, tym razem te lżejsze. 
Powiedzmy to sobie otwarcie, ani Lackberg, ani Marklund to nie są najambitniejsze  pisarki. Ale jak wielu takich pisarzy czyta się szybko, przyjemnie i bez stresu. 
Bohaterką  serii Marklund jest dziennikarka Annika Bengtzon, która ma wybitnego pecha do facetów.  I jak się okazuje z książki na książkę  nie robi się w tej kwestii mądrzejsza. 
Annika nieustępliwa, odważna, bezkompromisowa na innych polach,  w relacji z facetami - zachowuje się jak najgorsza memeja. 
Nic to.
W końcu nie po to jest w tej książce by stanowić wzór małżeński - tylko po to, by rozwiązywać zagadki kryminalne. Najczęściej wbrew kierownictwu gazety, które uważa ją za lekko niepoczytalną. 
To właściwie smutna postać, ale lubię.
 Lubię te książki, także ze względu na opis życia redakcji, które jak się okazuje funkcjonują tak samo jak w Polsce.  I nie jest to komplement, ani dla redakcji szwedzkich, ani dla polskich. 
Skandynawowie mają dużą potrzebę opisywania szczegółów, dzięki czemu ich życie codzienne,  nie ma już dla mnie większych tajemnic. Normalnie, bez znajomości języka, i wielu miesięcy tam spędzonych - nie miałabym na to szans. Wiem, co Skandynawowie jedzą piją, czytają, gdzie kupują meble, że w tramwajach mogą ich spotkać rasistowskie zaczepki,  i że mogą się dowiedzieć  w urzędzie wszystkiego o bliźnich, łącznie z ich rozmiarem buta.
  Annika, bez przerwy dzwoni do urzędu i gdzie uzyskuje datę urodzenia, adres, miejsce pracy, z kim delikwent prowadził interesy etc.  
To uderzające jeśli weźmiemy pod pod uwagę paranoję jaką w Polsce mamy na temat ochrony danych adresowych. Swoją drogą fikcyjną ochronę,  popatrzmy tylko jak chętnie dajemy różnych firmom nasze pesele. 


Camilla Lackberg,  ma niezwykły dar wymyślania historii: Wielkanoc, mała wyspa, rodzina jedząca posiłek nagle znika, zostają tylko naczynia i mała dziewczynka. 
Po latach mała dziewczyna wraca do rodzinnego domu, a ktoś usiłuję ją zabić. 
I co dalej? 
Chce się czytać. 
Niestety główna bohaterka książek  Camilla Lackberg , pisarka Erica, jest nudna jak flaki z olejem. Ciekawe w sumie, bo książki z nią czyta się świetnie. 
Tylko że wszyscy bohaterowie, nawet pięcioplanowi i na maksa irytujący, są ciekawsi od Eriki. 
Książki Lackberg to dla mnie najepszy dowód, że  babcia Weatherwax miała rację: nie można nie doceniać siły opowieści.
A teraz biorę jagodzianki i idę do parku czytać.


Fabrykantka Aniołków  Camilla Lackberg
Lisa Marklund Dożywocie
Wydawnictwo: Czarna Owca