23.11.2013

Shut the door

Jak człowiek zmienia komputer to ma jedyną niepowtarzalną szansę, żeby zacząć życie od nowa.
Ja wiem, można zaimportować zakładki i przenieść wszystko na nowy teren. 
Ale przesiadłam się z maca na peceta i po drodze musiałam przekonwertować pliki z pages na doc i nie do końca umiałam przeprowadzić zakładki oraz muzykę z itunesa.
Nieważne.
Ważne, że musiałam zrobić selekcję i wybrać.
I to jest pouczające doświadczenie.
Ile człowiek śmiecia gromadzi po drodze.
Przypomina mi się historia jednej mojej chwilowej przyjaciółki ( 3-4 miesiące), która opowiedziała mi jak jej skradziono laptopa ze wszystkimi zdjęciami, tekstami etc.
W każdym razie były to pliki nigdzie indziej nie skopiowane i ona właściwie straciła historię życia.
Na początku rozpacz, a potem poczuła ulgę.
Poczuła się czysta.
Miałam podobnie jak mi komp padł i myślała, że wszystko straciłam, ale okazało się, że to była drobna usterka.

Więc musiałam to zrobić samodzielnie.
Nie wiem, nie wiem, może to co uznałam za nieistotne okaże się megaważne za miesiąc.
wtedy będę kombinowała.
Na razie czuję się czysta.
I trochę przestraszona.

21.11.2013

I znowu się nie dowiedziałam jak żyć

Faceci kupują czerwony, sportowe samochody, a kobiety ratują Matkę Ziemię lub pielęgnują własną duchowość. Lub wstrzykują botox.
Tak wygląda życie po czterdziestce według mnie.
Więc ja jestem tym przypadkiem z duchowością. No i trochę z botoxem - bądźmy szczerzy.
Są to zainteresowania czysto teoretyczne ( nie w przypadku botoxu), bo raczej czytam niż uprawiam. Ale jak zwykle mam refleksję.
Przeczytałam dzieło Mary Paterson "Mnisi i ja" na wakacjach, w okolicznościach plaży, wina i ogólnej beztroski.

Kanadyjka, joginka i osierocona przez rodziców córka jedzie odnaleźć siebie do klasztoru buddyjskiego we Francji odnaleźć siebie. Klasztor jest prowadzony przez słynnego wietnamskiego mnicha Thích Nhất Hạnh i znajduje w urokliwej miejscowości we Francji.
Fajne w tej książce jest to, że autorka się przyznaje do słabości. Niektórzy pielgrzymi ją wkurzają, ucieka na wagary, zdarza się że coś budzi jej wściekłość etc
Ja z całych sił od dawna próbuję się dowiedzieć co robić z ludźmi pełnymi złości, ciemności i w ogóle złej woli. Jak im się nie dać wciągnąć w ich bajkę? Do czego niestety mam silne tendencje.
Ideałem jest dostrzec w nich to okruch dobra i zrozumieć, że wszyscy jesteśmy tacy sami. Obudzić w sobie miłość do nich, ale powiedzmy sobie na teraz to jest poza moim zasięgiem. 
Mary Paterson też nie radzi sobie z tym zbyt dobrze i w końcu postanawia ich unikać. 
No to jest jakieś rozwiązanie - nie zawsze możliwe. 
Natomiast to, co budzi we mnie wątpliwości to jej absolutna bezkrytyczność wobec przekazu.
Mniszki są święte, pełne ciepła i miłości. 
Mnisi mądrzy i konsekwentni.
Guru najmądrzejszy na świecie, pełen współczucia dla świata itd, itp
Swoją drogą dlaczego tylko mniszki zamiatają podłogę? 
No nic. 
Ja mam problem z ludźmi, sprawami i zjawiskami, które są bez wad. 
Po prostu w to nie wierzę i jak ktoś o nic nie pisze to albo mnie okłamuje, albo czegoś nie widzi, ergo jest głupi. 
Dlaczego więc skończyłam tę książkę, a teraz o niej piszę?
Bo fajnie poczytać o idealnej wyspie, gdzie przyjechali ludzie dobrej woli, w poszukiwaniu siebie i próbujący się otworzyć na siebie.
Nawet przez chwilę się zastanawiałam, czy też nie pojechać się pootwierać, ale trochę cena mnie zabiła.
Duchowość nie jest tania:)

14.11.2013

Pozory są zabawne

Ostatnio lecieliśmy do Malagi z lotniska w Berlinie, tanimi liniami of korse, bo po co przepłacać.
I kiedy ściśnięci czekaliśmy, aż nas wpuszczą na pokład obserwowaliśmy pewną parę.
Byli starsi, ubrani nawet nie biednie, tylko tak na maksa nijako.
Szaro buro, wyczłapane buty. Mogli bez problemu siedzieć na kartonach w charakterze bezdomnych.
Ale równie dobrze mogli robić tygodniowe zakupy w Biedronce.
 Pani miała w ręku reklamówkę, a pan jaką wyniszczony płócienny plecak.
Stali i patrzyli na płytę lotnisko, nieruchomi, bez słowa.
Byli nijacy i groźni w jakiś sposób. Zaczęliśmy się wygłupiać, że pewnie w reklamówce jest bomba a oni są światowej sławy terrorystami.
Nawet jeśli byli - nasz low costowy samolot nie był ich celem, bo do Malagi dolecieliśmy.
Nad tym,  czy Was dręczyć jak się leży na plaży w listopadzie, jeszcze się zastanowię:)
W każdym razie wracaliśmy tydzień później. Wylądowaliśmy w zimnym, ciemnym,  deszczowym Berlinie i zaprawdę nie było to dobre.
Czekamy na parkingu na pana, który nas miał odebrać, by zawieźć na parking na którym zostawiliśmy swoje auto, gdy okazało się, że para czeka z nami.
Wyglądali identycznie, nawet reklamówka była taka sama.
Do busika wszedł jeszcze wymuskany pan w prochowcu, z błyszczącą skórzaną teczką, ogólnie z siebie zadowolony.
Para bez widocznych zmian: milczący, nieobecni i jakoś wewnętrznie wkurwieni.
No cóż dalej się pewnie domyślacie.
Pan wymuskany wsiadł do Renault Clio, a bezdomna para do megawypasionego mercedesa.


03.11.2013

A ja lubię żaby

"Los im rolę zgotował nielekką"
Karolina Krowin Piotrowska, której książkę czytam z zapartym tchem na każdym kroku podkreśla swoje dobre pochodzenie, przodków z przeszłością akowska, powstańczą etc.
I przeciwstawia je ambitnym dziewczynom z Kielc, Koziej Wólki, czy innej Łomży.  W sumie nie wiem, czemu ten zabieg ma służyć.
Czym się różni sukces ludzi z korzeniami od sukcesu ludzi bez korzeni?
Miałam kiedyś taką koleżankę, która miała równie, dobre, a może i lepsze pochodzenie i też wciąż o tym mówiła.  Mnie tam nauczono, ( a nie mam takich dobrych przodków) że to w złym guście.  W sumie to logiczne, nie mam o kim mówić:)))
Jak pamiętacie żaby wiernie towarzyszyły czarownicom, ale nie były wynagradzane, bo ginęły w wywarach.
I KKP jest taką żabą polskiego szołbizu. Na pewno wie o nim wszystko, ale nie ma dystansu.
To szołbiz jej nie lubi, krytykuje i wyśmiewa.
I przy jej wiedzy, inteligencji jest jakaś bezbronna w tej książce, w tych wywiadach, choć tak często krytykuje nieumiejętność udzielania wywiadów u innych osób.
To podkreślanie pochodzenia, wspominanie, że lubi celebrytę, bo zadzwonił kiedy było jej ciężko, natrętne podkreślanie, że jakiś celebryta to jej przyjaciel i ona nic o nim nie napisze złego etc - to ewidentne pokazywanie słabości.
I w sumie mało profesjonalne, ale za to ludzkie.
Karolina KP nie ma w sobie nic z suki, ale ma miękkie, białe, żabie podbrzusze.
I dlatego ją lubię.