23.06.2013

Życie chwilowo mnie przerasta

Najchętniej poświęciłabym się smażeniu konfitur i nastawianiu nalewek, leżała na trawie i gapiła się w niebo.
Naprawdę nie do końca rozumiem ludzi, którzy żyją pracą.
Co prawda też żyję robotą, ale z dużą niechęcią.
Lipy pachną, owady brzęczą, słońce rozleniwia.
Czynności zarobkowe wzbudzają we mnie odrazę.
 Na szczęście od jutra zacznie padać, więc powrót do kompa, da się jakoś wytrzymać.
Pojechaliśmy na wycieczkę, ale po 10 kilometrach, złapałam gumę, w krainie nigdzie, nigdzie.
Więc wycieczka zrobiła się piesza:)
I w to sielskie, niedzielne popołudnie, na wiejskich drogach, w tych zapachach, słońcu i brzęczeniu udało mi się wkurwić rowerzystę, któremu nie dość szybko usunęłam się z drogi z moim zepsutym rowerem.
I po co taki ktoś wyjeżdżał w plener, przecież w mieście był marsz w obronie TV Trwam?
Zaprawdę ludzkości kochać się nie da.

19.06.2013

Szlachetna sztuka rezygnacji

Odkąd wystawiam ludziom faktury, moja tolerancja na ludzką głupotę znacznie wzrosła.
Faktury bardzo pomagają w osiągnięciu stanu Zen.
Ale zamierzam zrezygnować z bardzo dobrego klienta. To znaczy, gdyby on był taki dobry - to bym oczywiście nie rezygnowała.
Płaci w terminie w każdym razie.
Okazało się jednak, że to nie wystarczy. Okazało się, że moja tolerancja na ludzką głupotę ma jednak granice.
No i trochę mam zgryza. Może to oznacza niedojrzałość?
A może wręcz przeciwnie?
Sama nie wiem.
I nie mam PMS-a zaznaczam.
Tylko taką niechęć.
Gorąco, mam za dużo roboty i nie bardzo mam ochotę pracować z kretynami.



12.06.2013

Amsterdamska stylówka


                                                                                 
 Bardzo było fajnie w Amsterdamie. 
Ale nie spróbowałam śledzi  i trochę mnie to gnębi. Już kolejna osoba opowiada mi o tych cholernych śledziach.
Rozcięłam sobie dziś palec, krojąc botwinkę i piszę jedną ręką - więc oszczędzona Wam będzie dokładna relacja.
Chcę tylko zaznaczyć, że nie byłam w żadnym muzeum, a najlepiej nam wychodziło picie piwa nad kanałkiem, ale jak powiedziała nam rodowita Amsterdamka, nie jest to dobrze widziane. 
W mieście gdzie zapach marychy unosi się nawet w supermarkecie udało mi się załapać  jak zwykle na bycie źle widzianą. 
Mała rzecz a cieszy:)










05.06.2013

Próbuję obgadać sąsiadów, ale brakuje mi energii

SPT przeżywa kryzys twórczy i to źle wróży blogosferze:P
I ja ją rozumiem, bo też się gryzę w język, bo jeszcze ktoś się domyśli, że to o nim napisałam "ten durny cep".
A potem przypomniałam sobie,  co mi się podobało najbardziej w dawnych blogach SPT.
To, że w dupie to miała co inni myślą. Waliła z grubej rury.
I na cześć SPT i starych dobrych czasów napiszę o moich sąsiadach.
I pierdolę, czy przeczytają.
Moi sąsiedzi mają trzypokojowe mieszkanie.
Przez dwa lata żyli w jednym pokoju, najmniejszym, bo w dwóch pozostałych była tylko wylewka.
Nie wiem, czy nie mieli pieniędzy na podłogę, czy wylewka musiała PORZĄDNIE wyschnąć.
Z dwóch trzecich mieszkania nie korzystali.
Teraz kupili sobie wypasione dwa samochody.
Choć na książki, płyty ich nie stać, a jedzenie kupują śmieciowe w Lidlu.
Natomiast stało się tak, że ktoś im przejechał po tych autach gwoździem i przysięgam, to nie byłam ja:)
I dramat jest straszny, śledztwo na całą ulicę.
I przedtem mnie wkurzali, ale teraz zaczęłam im współczuć.
W jakim oni żyją strasznym więzieniu.
 Jak muszą stać w oknie i pilnować tych aut.
I co tydzień jeździć do myjni, żeby zawsze lśniły.
I gnieździć się w najmniejszym pokoju, żeby ...
No nie wiem dlaczego się gnieździli...
I nie mieć kasy na książkę i dobry obiad w knajpie.
Panie premierze jak żyć??