24.05.2013

A Pan jest głupim ...

Są tacy panowie. Chciałam napisać, że zazwyczaj są po pięćdziesiątce, ale tu chyba nie chodzi o wiek.
Raczej o mental.
Chodzi mi o panów, którzy mówią:
"Ale czemu Pani się tak denerwuje?"
Mówisz takiemu:
- Nie, patronat Gościa Niedzielnego to nie jest dobry pomysł.
A on na to:
- Bardzo Pani drażliwa dzisiaj.
Stoisz ze sprzedawcą w sklepie i omawiasz zalety i wady różnych aparatów.
A tu podchodzi facet i zaczyna mówić do sprzedawcy, że on " ma tylko jedno pytanie".
Więc mówię mu - naprawdę grzecznie:
- Proszę Pana, poczeka Pan z tym pytaniem, aż ja skończę rozmawiać.
I co słyszę?
- Ale Pani nerwowa.
I może kiedyś łapałam się na to, ale już się nauczyłam i mam w dupie. Więc nie reaguję i wracam do rozmowy ze sprzedawcą.
I właśnie dzięki temu, że zachowałam spokój, zostałam właścicielką Nokii za stówkę, która uwaga nie ma ekranu dotykowego, ale za to trzyma baterię przez tydzień.
Spokojnie dalej jestem gadżeciarą, która zamieni swojego ajfona na nowszy model, jak to tylko będzie możliwe.
Ale kurcze wiecie, jak to fajnie mieć Nokię, która jest taka starodawna:))
Bo trzeba smsa pisać klawiszami!

19.05.2013

Można czekać, aż ktoś Cię przytuli, albo się samemu przytulić

Ostatnio, nie wiem z jakiego powodu -  może maj - odbywam głównie rozmowy o związkach.
I w tych rozmowach  nie najmłodsze - umówmy się panie - zastanawiają się nad tym, co faceci o nich myślą, albo czują, albo robią.
Rękę sobie dam uciąć, że faceci się  w tym czasie nad niczym nie zastanawiają.
Dziewczynki uczy się przede wszystkim czekać, aż ktoś zrobi pierwszy ruch.
Obserwować.
Przyczajać.
Czuć.

Może nie uczy, może TO rozpylają Obcy, razem z tymi kaloriami, które powodują, że tyjemy od niczego.
Nieważne.
Ważne, że tracimy eony czasu zastanawiając się nad tym, na co nie mamy kompletnie żadnego wpływu.
PS. Good News
Kumpelka od kukułek jest dosłownie milimetr od bzyknięcia.




16.05.2013

Po co komu rodzina?

Ostatnie określenie jakiego można użyć w kontekście mojego macierzyństwa jest przymiotnik "opiekuńcza".
Lubię moje dzieci, cenię, kocham, nawet podziwiam, ale marzę o tym, by wyprowadziły się z domu.
Jestem szczęśliwa, kiedy idą na imprezę z której wracają nad ranem.
Czuję się bosko, gdy wyjeżdżają na wakacje.
Coraz mniej rozumiem ideę rodziny.
 To znaczy, rozumiem że miała sens, kiedy trzeba było walczyć o ogień.
Ale teraz?
Współcześnie dzieci mieszkają z rodzicami zdecydowanie zbyt długo.
I to moje silne przekonanie nie ma nic wspólnego z syfem, jaki zostawili w kuchni realizując swoje pasje kucharskie.
Ani z moim PMS-em.


13.05.2013

Dopieprzam się jak zwykle

Drogi Pamiętniczku,
mam sąsiadów. To są studenci, chyba politechniki bo mają długie włosy i nerdowskie koszule. Ale może się mylę.
Nie słuchają głośno muzyki, nie urządzają imprez, ani prawdopodobnie nie zażywają narkotyków.
Ale za to odżywiają się głównie smażoną kiełbasą, która jak Pamiętniczek Drogi wie, potrafi nieźle jebać. Zwłaszcza smażona z cebulą.
Więc studenci otwierają drzwi na korytarz, żeby wywietrzyć.
I wtedy ten czarowny zapach unosi się do góry, gdzie mieszkam ja.
JA naprawdę Drogi Pamiętniczku staram się kochać ludzi, ale kiedy po raz piąty się kogoś prosi, by zamykał drzwi do mieszkania, a ten ktoś mówi, że ma złą wentylację w mieszkaniu - to można się wkurwić.
Dzisiaj drzwi były otwarte, choć smażenia nie było.
Po raz kolejny poprosiłam, żeby zamykali drzwi do swojego mieszkania.
Usłyszałam, że przecież nic nie gotują, to o co mi chodzi.
No właśnie o co?
Chyba się czepiam, no nie?

11.05.2013

Doświadczenie, którego nie rozumiem, ale się nim cieszyłam ( krótko)

Długo kombinowałam jak powiązać post z tym zdjęciem, ale nic nie wymyśliłam, więc cieszcie się jego urodą bez uzasadnienia.
Oprócz tego, że nie wszystko musi mieć powód, chciałam Was jeszcze zawiadomić że:
zjadłam dziś, tosty, pizzę, gofra z bitą śmietaną i polewą malinową, a teraz piję białe wino (i nie zamierzam poprzestać na jednej  lampce).
I UWAGA nie mam absolutnie poczucia winy.
 Cieszę się, że pochłonęłam te absolutnie bezwartościowe, ale pyszne kalorie i nie męczy mnie z tego powodu nawet cień wyrzutów sumienia.
Nie wiem, co będzie dalej. 
Może jestem śmiertelnie chora i mój organizm postanowił umilić mi ostatnie chwile. 
Może się już zestarzałam. 
Ale nawet jeśli ma to trwać chwilę to życie bez poczucia winy jest rewelacyjne. 
Szkoda, że jutro pewnie wszystko będzie po staremu.
UPDATE
O północy zeżarłam jeszcze dwa mufiny z jakimś kremem co mi dziecko przyniosło z kuchni, gdzie ma praktyki.
A dzisiaj ważę dwa kilo więcej.
Pieprzone kilogramy latają w powietrzu i przenikają do ciała, wystarczy chwila nieuwagi.
A może to Obcy, kosmici, którzy w ten sposób opanowują ziemię.
Nie jest dobrze



05.05.2013

Kukułka i manewry miłosne

Dzisiaj rano słyszałam kukułkę. Przypomniało mi się, jak koleżanka mnie ostrzegała, żebym zawsze zamykała usta jak kukułka kuka, bo wypadnie mi tyle zębów ile kuknięć usłyszę z otwartą paszczą.
Czy młodzież kultywuje jeszcze takie niewinne gry i zabawy?
Nie wiem, ale wiem, że się cofam w rozwoju. W towarzystwie na szczęście.
Dzisiaj przeszłam wiele kilometrów roztrząsając z moją przyjaciółką czy Ziutkowi zależy czy nie.
Przytrzymał dłużej rękę, patrzył w oczy, ale bzyknąć nie bzyknął...
No i w sumie nie wiadomo.
Wszyscy po rozwodach, przejściach, traumach, zbyt wielu lampkach wina i terapiach. Ze zmarszczkami.
Ale dyskusje jak w liceum.
Na końcu powiedziałam przyjaciółce, żeby do Ziutka zadzwoniła i się umówiła, wtedy zobaczymy co dalej.
 To było w drugiej godzinie spaceru.
W sumie to wszystko pocieszające, że człowiek taki odporny na te zmarszczki i terapie.
Pomarszczone, upadłe, ale ciągle nastoletnie księżniczki:D
stąd

02.05.2013

o tym dlaczego boję się własnego bloga

Naprawdę nie wiem jak zacząć. Kilka osób mnie zaczepiało ostatnio w związku z moim blogiem - to pomyślałam czemu nie...
Jest społeczne zapotrzebowanie - a ja przecież jestem empatyczna:)
Ja niestety jestem tchórzem - jak coś zawalam, albo nie potrafię podjąć decyzji - to zamykam oczy i udaję, że tego nie ma.
I jeszcze brzuch mnie boli.
Noaleilemożna?
Ostatnie miesiące spędziłam na pracy, czytaniu kryminałów i nieudanych, ale nieustannych próbach rozwoju duchowego :DD
Refleksje mam takie w związku z tym, że im bardziej się starasz tym bardziej dupa.
I że zdarza się, kiedy tego nie oczekujesz, że dostajesz od życia dar.
No ja wiem, że lecę Cohello i w dodatku bardzo gmatwam, ale takie właśnie mam ostatnio doświadczenia.
Najpierw BARDZO starałam się rozwiązać pewien problem, ale było jak u Kubusia Puchatka.
Im bardziej zaglądałam do jamki, tym bardziej tam Prosiaczka nie było.
A jak już naprawdę się zmęczyłam i odpuściłam - rozwiązanie przyszło samo.
Oczywiście natychmiast zaczęłam się starać znowu i teraz jestem znowu w zawieszeniu.
Więc pytam, kto wie jak wrócić do stanu pełnej rezygnacji i spokoju?