11.05.2013

Doświadczenie, którego nie rozumiem, ale się nim cieszyłam ( krótko)

Długo kombinowałam jak powiązać post z tym zdjęciem, ale nic nie wymyśliłam, więc cieszcie się jego urodą bez uzasadnienia.
Oprócz tego, że nie wszystko musi mieć powód, chciałam Was jeszcze zawiadomić że:
zjadłam dziś, tosty, pizzę, gofra z bitą śmietaną i polewą malinową, a teraz piję białe wino (i nie zamierzam poprzestać na jednej  lampce).
I UWAGA nie mam absolutnie poczucia winy.
 Cieszę się, że pochłonęłam te absolutnie bezwartościowe, ale pyszne kalorie i nie męczy mnie z tego powodu nawet cień wyrzutów sumienia.
Nie wiem, co będzie dalej. 
Może jestem śmiertelnie chora i mój organizm postanowił umilić mi ostatnie chwile. 
Może się już zestarzałam. 
Ale nawet jeśli ma to trwać chwilę to życie bez poczucia winy jest rewelacyjne. 
Szkoda, że jutro pewnie wszystko będzie po staremu.
UPDATE
O północy zeżarłam jeszcze dwa mufiny z jakimś kremem co mi dziecko przyniosło z kuchni, gdzie ma praktyki.
A dzisiaj ważę dwa kilo więcej.
Pieprzone kilogramy latają w powietrzu i przenikają do ciała, wystarczy chwila nieuwagi.
A może to Obcy, kosmici, którzy w ten sposób opanowują ziemię.
Nie jest dobrze



10 komentarzy:

  1. dzisiaj jest jutro, i jak jest?

    OdpowiedzUsuń
  2. w powietrzu chyba coś jest. stawiam na obcych. w weekend też nażarłam się jak wieprz. może pyłki? e, obcy:) tuczą nas żeby mieć na czym eksperymentować:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurwa, muszą mieć jakiś potężny eksperyment bo znacznie przyśpieszyli tempo tuczenia.
      Wczoraj przejechałam 20 km na rowerze a dzisiaj waże kilogram więcej.
      Czy Ty masz jakieś wytłumaczenie na to?

      Usuń
    2. Proste mam wytłumaczenie i niestety trochę wkurwiające. Każde odstepstwo, zresztą nie tylko, od "poprawnego" żywienia będzie nas kosztowało kilogramy. Moja dietetyczka mówi, że przez rok mam się nastawić na dziwne zachowania organizmu, który jako prawidłową wagę i tę, do której będzie dążył przyjmuje wyjściową przed schudnięciem.
      Nie załamuj się, za 2 dni nie będzie śladu po tych kilogramach a raz kiedys można odpuścić:)

      Usuń
  3. Zdjęcie piękne, choć powiązania z tematem nie ma. no i co z tego?
    A te kilogramy co w powietrzu krążą biorą się z pyłków kwiatowych, a one bardzo kaloryczne są jak wiadomo. Mamy okna pootwierane, to wlatują i szukają ciepłego miejsca gdzie by sobie spocząć mogły.
    Na dodatek podczas upałów woda się w organizmie zatrzymuje, to i waga niby większa.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację:) to te pyłki. Zero biegania, zamknę się w pokoju z zamkniętymi oknami:)
      Może to jest sposób i na pewno mniej męczący:)

      Usuń
  4. Pru nie patrz na wagę,mówię Ci to ja dzisiaj 52 kg ,metr 62 w kapeluszu,44 lata na karku,"lub się"i nic więcejdo szczęcia nie trzeba,tylko się kochać... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. JAk bym ważyła 52 kg to bym na pewno się kochała:P

      Usuń
  5. Martaanna, to było wredne. 52 to ja ostatnio ważyłam 14 lat temu. Teraz bym chciała ważyć 62.

    OdpowiedzUsuń