25.06.2012

Z lewa i z prawa

To nie jest jakiś news, bo dostałam to kilka dni temu, ale dalej się otrząsnąć nie mogę.  Dalej będzie cytat: 


Wystartował projekt "Butterfly Class", prowadzony przez  Międzynarodowe Gimnazjum ARGONAUT, objęty patronatem Fundacji  Jolanty Kwaśniewskiej "Porozumienie bez Barier".  Do 30 czerwca rodzice i opiekunowie dzieci, które kończą szkołę  podstawową i aplikują do gimnazjum, mogą ubiegać się o przyjęcie do    szkoły ARGONAUT, gdzie młodzi liderzy odpowiedzialności społecznej,   utworzą specjalną klasę o profilu społecznym i będą mieli dodatkowe   zajęcia prowadzone przez przedstawicieli Fundacji „Porozumienie bez   Barier”. Projekt jest adresowany przede wszystkim do uczniów   pochodzących z niepełnych rodzin, którzy chcą rozwijać swoje postawy  altruistyczne w szkole kształcącej wrażliwość na krzywdę słabszych.


Zapytałam nawet dlaczego, akurat to dzieci z rozbitych rodzin, muszą się nauczyć kształtować postawy altruistyczne i dowiedziałam się, że "sytuacja materialna takich właśnie rodzin jest znacznie trudniejsza".


No i Git. Teraz już wiem na pewno, że jak ktoś jest biedny, to niestety ma trudności z wykształceniem w sobie uczuć wyższych. Ale Fundacja Jolanty Kwaśniewskiej mu w tym pomoże.
Ja wiem, że katechetki silnie współczuję dzieciom rozwiedzionych małżeństw "bo nie mają szans na normalne życie", ale nie wiedziałam, że to także lewicowa tendencja. 
I jeszcze jak już jesteśmy przy temacie, bardzo podoba mi się podkreślanie, że rodzice chłopca z Cieszyna żyją w konkubinacie, bo jak wiadomo w małżeństwie "takie rzeczy" się nie dzieją.
Idę jeść bób.

19.06.2012

Agent provocateur

                                                          źródło http://sklep.milla.net.pl/


Pożarłam się wczoraj okrutnie z laską, którą widziałam pierwszy raz w życiu. Poszło o staniki. 
Ja jako wierna wyznawczyni Lobby Biuściatych, które odmieniło moje życie nie mogłam przejść spokojnie obok herezji, że rozmiar biustu kończy się D. 
Ona nie wierzyła i wyśmiewała istnienie rozmiaru K. 
 To wtedy ja ...
A potem ona...
Moim zdaniem powinna zachować się bardziej kulturalnie, w końcu była gospodynią, a ja jej gościem.
Zreflektowałyśmy się w końcu, ale jest to fałszywy pokój. 
Nie pierwszy raz byłam świadkiem pyskówki w tym temacie. Kiedyś na jednym forum doszło do wirtualnego mordobicia na temat, czy noszenie bawełnianych majtek jest bezpośrednią przyczyną zdrad męskich, czy  też nie.
Było gorąco. Brakowało tylko kisielu.
Prawdę mówiąc nie przypominam, sobie, żeby dyskusja o facetach odbywała się z takimi emocjami.
Jest coś takiego w damskiej bieliźnie, że kłócimy się o nią do krwi ostatniej.
Tylko nie wiem, co?


15.06.2012

No i jak tu nie jechać

Im więcej czytam książek o Indiach, tym mniej rozumiem, dlaczego ludzie tak bardzo chcą tam jechać.  
A że do tej pory nie byłam, muszę rozstrzygnąć ten problem, tylko na podstawie lektur. 

Po przeczytaniu "Lalek w ogniu" Pauliny Wilk, już właściwie zrezygnowałam. Wiedziałam, że nic mnie tam dobrego nie spotka. Porażająca bieda, brzydota, brak moralności, lub przeciwnie jej nadmiar...  
Żeby było jasne - to jest bardzo dobra książka. Jeśli chcecie poznać prawdę o tym kraju - trudno o lepszą. Wilk zagląda ludziom do kuchni, łóżek, codziennych gazet,  nawet do toalet. 
Mocny rozdział poświęcony defekacji, ostatecznie mnie zniechęcił. To było naprawdę świetnie napisane i w mój mózg się wrył pogląd, że w Indiach trzeba bardzo uważać, żeby nie wdepnąć. 
Jestem raczej prosta i nie dlatego chcę pojechać daleko, by przez cały czas patrzeć w ziemię
Szukam pięknych widoków, życzliwych ludzi i dobrej kuchni. 
Na szczęście życzliwa dusza obdarowała minie książką  Both'a "Jedz, módl się, jedz"  



"Rozczarowany życiem, nękany dojmującym poczuciem śmiertelności, niezdolny do skupienia się i najczęściej na lekkim rauszu Michael Booth" czytam na okładce. To przecież  o mnie!!! 
Gdzieś w Londynie jest moje alter ego. Wiedziałam, że nic nie powstrzyma mnie od przeczytania tej książki. 
Booth jedzie z rodziną do Indii, bo każe mu żona, która wyobraża sobie tę podróż raczej jako poszukiwania duchowe.  Ale Michael, wierny sobie krytyk kulinarny, wędruje od knajpy do knajpy, nieustannie w zachwycie nad hinduską sztuką kulinarną. 
Cytuje historyczkę, autorkę dzieła "Curry: opowieść o kucharzach i zdobywcach" i opisuje rodzaje marynat do baraniny, je na ulicy i w najlepszych hotelach.
Bieda jest, gdzieś w tle, niezauważalna.
 I na końcu, co można było przewidzieć, daje się namówić do tego no... duchowego przebudzenia. 
Przypuszczam, że książka Wilk jest prawdziwsza, ale jak już wyznałam jestem prosta.
I wolę bajki, niż najlepszą relację.
A także zapach czosnku, kurkumy, kolendry i chili podsmażanych na ghee, niż fekalii. 


  

09.06.2012

I have a dream



Mam takie marzenie, że pewnego dnia będę tak spokojna, zdystansowana i w ogóle zen, że NIC po prostu NIC nie mnie wyprowadzi z równowagi. 
Agresywny i chamski  kierowca - mam ZEN
Upierdliwe sprzedawczynie - mam ZEN
Nastoletnie, zbuntowane dzieci - mam ZEN
Telefon Maman z przemyśleniami na temat mojego życia - mam ZEN
Rozumiecie o jaki stan chodzi:)
Wiem, już nawet w jaki sposób to osiągnę: trenując uważność 
i medytując.
Mam  już kilka książek o medytacji, do większości nie zajrzałam.
A jak zaglądałam, to z miejsca uznawałam, że to zbyt trudne i wymagające zbyt wiele wyrzeczeń
Właściwie samo posiadanie tych książek robiło mi dobrze i po kupnie kolejnej czułam, że zbliżam do mojego przyszłego, wspaniałego życia.
Głęboko wierzę, że uważność pomaga w życiu, że daje narzędzia które pomogą nam pokonać agresję na drodze, upierdliwych i agresywnych ludzi, kłopoty drobne, acz męczące. 
Problem w tym, że to takie żmudne i czasochłonne, a ja chcę teraz, zaraz i tu.
Siegel obiecuje, że jeśli poświęcę 20 minut dziennie - osiągnę stan o który mi chodziło.  
Chcę mianowicie usiąć na kamieniu w lesie i nie myśleć o niczym innym, nie chcę kołowrotu myśli, poczucia winy z powodu rzeczy w przeszłości, czy lęku przed przyszłością.  
Zamierzam nauczyć się żyć w w teraźniejszości, w chwilach, tu i teraz. Niczego nie pragnąć, oczekiwać, spodziewać się. 
20 minut - trzeba tylko zacząć.
Ale czytało się dobrze.

  Uważność   Trening pokonywania codziennych trudności

Autor: Ronald D. Siegel  

 Wydawnictwo Czarna Owca 

05.06.2012

Ostatnie dni planety Ziemia

Gdzie się podziewają ludzie po czterdziestce?
Są składowani w jakiś specjalnych silosach?
Usypiani, zostają w domach i żyją z oszczędności?
Kurcze mam wrażenie, że ludzie po 35-tym roku życia są jakoś sprytnie eliminowani i że jest to część większego planu.
Czy zauważyliście, że teraz nastolatki robią wszystko by się do siebie upodobnić?
Za moich czasów ( TAK MAM PEŁNĄ ŚWIADOMOŚĆ, że to napisałam), chodziło o to, żeby się różnić.
Teraz nie.
Są jak mrówki, które tworzą wielką armię.
Oglądam film o o tym jak wielkie insekty opanowały ziemię
To wszystko ma sens.
update
bardzo ciekawe
 stracone-pokolenie-generacja-40


03.06.2012

Umiar à la polonaise

Brzuch mnie boli od bliżej nieokreślonego poczucia, że z czymś nawaliłam.
Boję się sięgnąć po komputer, bo w poczcie czekana pewno jakiś nieprzyjemny mail, który mnie rozwali.
Na wszelki wypadek nie wychodzę do ulubionej kawiarni, żeby nie spotkać któregoś ze znajomych, któremu coś obiecałam i nie dotrzymałam.
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że nie bardzo wiem, co to za znajomy, jaka obietnica i co konkretnie miałam zrobić.
Uczucie jest co prawda bliżej nieokreślone, ale za to ból brzucha całkiem rzeczywisty.
Słucham w samochodzie koncertów obojowych, żeby uspokoić moje rozedrgane ego, ale skończyło się na tym, że zasłuchana, nie przepuściłam staruszka, co wyczekiwał na przejście. Wykrzykiwał za mną niecenzuralne słowa.
"Może mu się wykonanie nie podobało" - podsumował konkubent.
Dlatego wyczerpię swoją kartę do reszty i kupię tę torebkę, co nie powinnam jej kupić.
I to powiększy moje poczucie winy, bo właśnie skończyłam czytać "Sztukę umiaru".
Francuzka, żyjąca w Japonii na język konkretu przekłada ideę "Mniej znaczy więcej"
Zamiast ogromnych talerzy - miseczki z laki o pojemności żołądka
Zamiast pół kilograma kiełbachy - 10 dkg wykwintnego pasztetu.
Zamiast 10 kurtek - jedne dobry płaszcz z wielbłądziej wełny.
I tylko szampana można pić do woli - bo dobry dla zdrowotności.
I co zrozumiałam z tej pochwały umiaru?
Że muszę kupić miseczki z laki.
I płaszcz z wielbłądziej wełny.




Sztuka umiaru

Autor: Dominique Loreau 

Wydawnictwo CZARNA OWCA